D l a   M ł o d z i e ż y

 

Benedykt XVI do Papieskiej Rady Kultury:

Kościół ufa młodzieży mimo przeżywanych przez nią problemów Młodzież nie żyje dziś w jednolitym środowisku kulturowym, ale trzeba mówić o wielu jej kulturach. Więcej jest elementów, które je różnią między sobą, niż tych, które je łączą, choć i one są obecne. Liczne czynniki sprawiają, że panorama kultury ulega coraz większej fragmentaryzacji i ciągłej, gwałtownej ewolucji, do czego przyczyniają się też media społecznościowe. Zwrócił na to uwagę Benedykt XVI, spotykając się z uczestnikami sesji plenarnej Papieskiej Rady Kultury. Jej tematem są właśnie kultury młodzieżowe. Ojciec Święty przypomniał rozpowszechnione dziś poczucie niestałości, związane też z bezrobociem młodzieży. Spycha ją to nierzadko na margines, sprawiając, że jest nieobecna w proces ahistorycznych i kulturowych. Częste jest zamykanie się w indywidualizmie. Nawet wymiar religijny przeżywa się nieraz w perspektywie prywatnej i emocjonalnej. Nie brak jednak zjawisk zdecydowanie pozytywnych. Papież przytoczył jako przykład młodych wolontariuszy poświęcających się najbardziej potrzebującym, radosne świadectwo przynależności do Kościoła dawane przez wielu chłopców i dziewcząt, wysiłki podejmowane, by budować społeczeństwa szanujące wolność i godność wszystkich. „Gdyby młodzież nie miała już nadziei, gdyby nie szła do przodu, nie włączała w bieg historii swej energii, żywotności, zdolności, by przewidywać przyszłość, ludzkość okazałaby się zamknięta w sobie, pozbawiona zaufania i pozytywnego spojrzenia w stronę jutra– mówił Papież. – Świadomi wprawdzie tylu problematycznych sytuacji, dotyczących też dziedziny wiary i przynależności do Kościoła, pragniemy odnowić nasze zaufanie do młodzieży, potwierdzić, że Kościół patrzy na ich uwarunkowania, na ich kultury jako punkt odniesienia istotny i nie do pominięcia dla swych działań duszpasterskich. Chcę potwierdzić z mocą: Kościół ufa młodym, pokłada nadzieję w nich i w ich energiach, potrzebuje ich, odczuwa potrzebę ich żywotności, by móc dalej żyć z odnowionym zapałem misją powierzoną mu przez Chrystusa. Życzę zatem gorąco, by obecny Rok Wiary był również dla młodych pokoleń cenną okazją do odnalezienia i umocnienia przyjaźni z Chrystusem. Wypłynie stąd radość i entuzjazm, by głęboko przekształcać kultury i społeczeństwa”. Sesja plenarna Papieskiej Rady Kultury, która potrwa do 9 lutego, obrady o kulturach młodzieżowych rozpoczęła wczoraj wieczorem spotkaniem z jednym z ich znamiennych przejawów. Był to koncert grupy rokowej „The Sun” z Vicenzy we Włoszech pod kierownictwem Francesco Lorenziego.

Radio Vaticana Polacco newsletter.polski@vatiradio.va




Macho na Jasnej Górze

cytat - przedruk artykułu z numeru 23/2009 07-06-2009 Gość Niedzielny

autor : Edward Kapiesz

 

Media w USA nazwały go latynoamerykańskim Bradem Pittem. Przystojny,

uwielbiany przez kobiety, u progu wielkiej hollywoodzkiej kariery rzucił wszystko.

Eduardo Verástegui przyjechał do Częstochowy na jeden dzień. Wziął udział we Mszy św., a później w zaimprowizowanym spotkaniu z mediami. Na koniec nagrał krótkie przesłanie dla uczestników tegorocznego Marszu dla Życia i Rodziny. To właśnie organizatorzy Marszu zorganizowali pierwszy w Polsce pokaz filmu „Bella” w warszawskiej Kinotece. Verástegui zagrał w nim główną rolę, był też jego producentem. Znany katolicki dziennikarz Tim Drake w swojej książce „Za kulisami Belli” opisuje niezwykłe historie, jakie wydarzały się po jego obejrzeniu przez matki, które planowały aborcję. Zmieniały podjęte decyzje, ocalając życie nienarodzonym. Verástegui był już

gwiazdą, zanim zagrał w „Belli”. Ogromną popularność zyskał w rodzinnym Meksyku, grając w tasiemcowych telenowelach.

Jak doszło do tego, że zaczął robić karierę w przemyśle rozrywkowym? – Pochodzę z bardzo małego miasta na północy Meksyku. Kiedy miałem 18 lat, marzyłem, by zostać piosenkarzem, aktorem i modelem – mówi o początkach swojej kariery. – Zacząłem od śpiewania w grupie popowej, przez trzy i pół roku nagraliśmy trzy albumy. Później występowałem w meksykańskiej telewizji, w operach mydlanych. Z grupą „Kairo”, z którą związał się w 1994 roku, koncertował w całej Ameryce Łacińskiej. Kilka ich piosenek stało się przebojami.

Występy w telenowelach ugruntowały jego popularność. Ale to mu nie wystarczało. – Przeniosłem się do Miami, by rozwijać swoją karierę jako solista. Nagrałem jeden album, promowałem go, podróżując po Ameryce Północnej i Południowej. I właśnie wtedy dostałem ofertę współpracy od menedżerów Jennifer Lopez. Zaprosili mnie do udziału w nagraniu teledysku.

 
 

Propozycja w samolocie


Przełomem okazała się propozycja, którą otrzymał w samolocie. – Pewnego razu w czasie lotu z Miami do Los Angeles siedziałem obok człowieka, który okazał się

przedstawicielem wytwórni 20th Century Fox. Zaprosił mnie na casting, ale powiedziałem mu, że mój angielski nie jest zbyt dobry. Nie martw się – odpowiedział. – Poszukuję aktora, który mówi z hiszpańskim akcentem. Nauczysz się po prostu pięciu stron tekstu na pamięć. Dasz radę. Aktor zaczął się uczyć języka, mówił i starał się myśleć tylko po angielsku. – Moje marzenie się spełniło. Byłem w Hollywood, śpiewałem i grałem, miałem prawników, menedżerów i sztab ludzi zajmujących się moimi interesami. Spełniły się wszystkie moje marzenia, powinienem czuć się szczęśliwy, ale ku mojemu zaskoczeniu nie byłem – wspomina ten okres swojego życia. – Czułem, że coś straciłem. Czułem, że moje życie jest puste.

 

Zmieniła moje życie


I wtedy spotkał Jasmine, młodą nauczycielkę angielskiego. – Zmieniła moje życie – mówi o tym spotkaniu aktor. „Kim jest Bóg? – pytała. – Jaki jest sens naszego życia? Czy wykorzystujesz, możliwości, którymi Cię obdarował? Czy zdajesz sobie sprawę, że grając, masz ogromny wpływ na ludzi?”.

Eduardo urodził się w Meksyku w rodzinie katolickiej, ale wiara nie odgrywała znaczącej roli w jego życiu. – Pewnego dnia Jasmine zapytała: „Czy wiara jest w centrum Twojego życia? Czy kochasz Boga?”. Odpowiedziałem, że tak. A ona: „Czy wiesz, że Twoje ciało jest świątynią Ducha Świętego?”. Zadawała mu jeszcze wiele innych pytań, aż pewnego dnia aktor zdał sobie sprawę, że wykorzystuje swój talent w sposób samolubny. – Zrozumiałem też, że nie szanowałem swojego ciała. Nie szanowałem kobiet. Nie przestrzegałem przykazań. Wyrastałem w Meksyku. Stąd też wzięły się moje przekonania, kim powinien być prawdziwy mężczyzna. Że to musi być ktoś w rodzaju Don Juana czy Casanovy. Macho. Jasmine zapytała, jakiego bym chciał mężczyzny dla swojej córki. Odpowiedziałem, że wiernego, opiekuńczego, po prostu faceta idealnego. „A czy to pasuje do Ciebie?” – zapytała. „No, nie bardzo” – powiedziałem. „Więc dlaczego chcesz takiego kogoś dla swojej córki, skoro Ty sam dla kobiet jesteś zupełnie inny? Traktuj inne kobiety tak, jak chciałbyś, by traktowana była Twoja matka, siostra, czy córka” – usłyszałem.


 

Dżungla jest tutaj


Pytania Jasmine nie pozwalały mu spokojnie zasnąć. Jednak nadszedł dzień, że znalazł odpowiedź. – Obiecałem Bogu, że nie będę pracował przy żadnym projekcie, który obrażałby moją wiarę czy moją rodzinę. Obiecałem też, że do ślubu będę żył w czystości. Zdałem sobie sprawę, że nie jestem stworzony na gwiazdę kina, ale na producenta. Odrzucałem oferty występów w filmach, zostawiłem menedżerów. Sprzedałem wszystko. Czytam książki, by pogłębić wiarę. Codziennie biorę udział we Mszy św. i odmawiam Różaniec. Moi przyjaciele z Hollywood myślą, że zwariowałem. Verástegui postanowił zostać misjonarzem. W dżungli. – „Gdzie Ty się wybierasz? Do dżungli? – zapytał wtedy mój przyjaciel ksiądz. – Przecież Hollywood jest większą dżunglą. Zostań tutaj”. I został. Wspólnie z przyjaciółmi założył studio filmowe „Metanoia”, mające realizować filmy o pozytywnym przesłaniu. Takie jak „Bella”, ich pierwsza produkcja, na którą nie mogli dopiąć budżetu.

 

Modlitwa Ojca Świętego


Verástegui jest przekonany, że nakręcenie filmu zawdzięcza błogosławieństwu Ojca Świętego. – Mój znajomy ksiądz pojechał ze mną do Watykanu. W czasie audiencji poprosiłem papieża Jana Pawła II, by pobłogosławił naszą zakładaną właśnie wytwórnię. Dziesięć dni po audiencji udało się nam zebrać brakujące fundusze” – wyjaśnia. Film dysponujący niewielkim budżetem powstał w rekordowym tempie. – Zanim wysłaliśmy film na festiwal filmowy do Toronto, pojechałem z przyjacielem do Meksyku, by zadedykować go Pani z Guadalupe. „Bella” wygrała festiwal, co sprawiło, że zainteresowali się nią dystrybutorzy w USA. Ta niskobudżetowa produkcja kosztowała niecałe 3 mln dolarów. W amerykańskich kinach film zarobił 8, a na DVD już prawie 20 mln. – Mamy w planach kolejne projekty. Pięć jest już w fazie przygotowań – mówi Eduardo Verástegui o najbliższych planach studia Metanoia. – Obecnie pracujemy nad „Królestwem Bożym”, superprodukcją o Chrystusie. Producentem jest człowiek,

który pracował przy „Matriksie” i „Władcy pierścieni”. Zdjęcia kręcone będą w Nowej Zelandii, zagram w nim postać świętego Piotra. Pracujemy też nad filmem o Matce Teresie z Kalkuty. Przed wyborami prezydenckimi w USA Verástegui nagrał film wzywający hiszpańskojęzycznych wyborców w Stanach Zjednoczonych, aby odrzucili kandydaturę Baracka Obamy z powodu jego proaborcyjnych poglądów.

Do Europy przyjechał, by czynnie wspierać ruchy pro life.


do młodzieży
Bardzo nam miło poinformować o powstaniu inicjatywy
„Poważne sprawy, poważne odpowiedzi”.
Jest to serwis internetowy, pewne szczególne miejsce
w sieci, tworzone i koordynowane przez benedyktynów
z Opactwa w Tyńcu.


Portal został stworzony z myślą o młodych ludziach, którzy mogą na nim znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania. Nie boimy się poruszać trudnych i niewygodnych tematów, komentować bieżących zjawisk i wydarzeń, przedstawiać różnych opinii, często bardzo kontrowersyjnych.

http://www.tyniec.benedyktyni.pl/ps-po/


Naszym głównym bohaterem jest Ojciec Leon Knabit OSB. Co tydzień publikowane są filmy z jego udziałem. W sposób jasny i klarowny-przystępny zarówno dla młodych jak i starszych - przedstawia oficjalną naukę Kościoła w odniesieniu do problemów i zjawisk zachodzących we wspólczesnym świecie. Do tej pory zabrał głos w kwestii min. celibatu, aborcji, homoseksualizmu, zła na świecie, etc. Wypowiedzi te mogą okazać się niezwykle przydatne w pracy duszpasterskiej i edukacyjnej, jako pomoc dydaktyczna lub po prostu ciekawostka.
Pozostałe działy to: Reguła dla Ciebie, duchowość, teologia, wiara i nauka, młodzi i Reguła św. Benedykta. W niedługim czasie pojawi się cykl artykułów dotyczących Pisma Świętego, najtrudniejszych miejsc, które domagają się wyjaśnienia, autorem jest O. prof. Tomasz Dąbek OSB.

Bardzo serdecznie zapraszamy do odwiedzania naszego serwisu.
Ufamy, że miejsca takie jak serwis
„Poważne sprawy, poważne odpowiedzi” są potrzebne i pożądane,
 o czym świadczy rosnąca liczba osób odwiedzających.
Z wyrazami szacunku i podziękowaniem
Joachim Zelek OSB, administrartor i twórca serwisu PSPO


Czy chrześcijaństwo może być trendy?
Natalia Stencel /WWW.DEON.pl/

Chrześcijaństwo z zasady nie podlega gustom ogółu, a jego istota często rozmija się z trendami panującej mody. Pozostaje jednak pytanie o społeczny wymiar trendów związanych z chrześcijaństwem. Jaki potencjał ma ta religia na polu kultury i oddziaływań międzyludzkich i czy moda na Chrystusa może wpłynąć korzystnie na rozwój duchowości chrześcijańskiej?
Wertując gazety najpodlejszej jakości i zerkając na portale plotkarskie, można sprawdzić, jaki jest obecnie najpewniejszy sposób na umieszczenie się w centrum uwagi. Ilekroć podkusi mnie, żeby w sklepie przejrzeć pobieżnie któryś z brukowców, widzę nie tylko to, co wypada mieć w szafie, ale także jaki pogląd na świat najlepiej się sprzedaje. Celebryci małego formatu są niezłym probierzem trendów - muszą dotrzymywać im kroku, by zachować swoje niestabilne pozycje.
Trendy czy passé?

Ostatnimi czasy, pomiędzy kolejnymi skandalami seksualnymi, wyznaniami wprost z alkowy i profanacją wszystkich możliwych świętości, znajduję coraz więcej opowieści o nawróceniach i deklaracji dotyczących wiary w Boga. Religijność chrześcijańska, spychana do tej pory ze wstydem do sfery tabu, niezbyt medialna i pożądana w towarzystwie, zaczyna być wykorzystywana do budowania chwytliwego, modnego wizerunku. I co ciekawe, to rzeczywiście działa. W zakupowym pośpiechu, przeskakując strony o zdradach i seksualnych wybrykach, bo przecież tyle już nagości i skandalu wokoło, zatrzymałam się na pięć minut, by prześledzić zestawienie gwiazd, których życie zmieniło się za sprawą Jezusa. Rozważałam nawet kupno gazety. Być może moja reakcja nie była odosobniona.
Przyznawanie się do wiary chrześcijańskiej - po wielu latach skazywania jej na ostracyzm i przypinania jej łatki "ciemnogrodu" - staje się dzisiaj dla niektórych manifestem siły charakteru, bezkompromisowości i odwagi. Jeden z komentujących napisał na portalu DEON.pl, że islam to religia, która wzbudza respekt, buddyzm - uwielbienie, a chrześcijaństwo wciąż jest prześladowane. Taka opinia jest produktem wielu lat, podczas których przyznawanie się do Chrystusa nie miało dobrej prasy, kojarzyło się z zacofaniem i skrępowaniem umysłu, dominował agresywny ateizm lub uwielbienie dla innych, niezbyt nawet rozumianych religii. To "prześladowanie" pozwala jednak wykreować w społeczeństwie modę opartą na buncie, który zawsze niesie w sobie powiew świeżości i opiera się przeżytkom. Kiedy trudno już zdziwić ludzi nagością, wyuzdaniem i przemocą, bo granica przesunęła się za daleko, pora odkurzyć zapomniane, odrzucane dotąd obszary.
Religia chrześcijańska ma więc szczególnie duży potencjał, by być modną, podczas gdy słyszy się nieustannie, że jest passé. Nie należy jednak dać się zwieść tej kokieterii.
Bardzo wierzę w Jezusa
Uwielbiany przez młodzież amerykańską piosenkarz pop - Justin Bieber, wyczerpawszy zainteresowanie fanów niezliczonymi zdjęciami swoich pocałunków z Seleną Gomez, ogłosił światu, że bardzo wierzy w Jezusa. Po tej deklaracji wykonał sobie - na dowód żarliwej wiary - tatuaż z imieniem Zbawiciela. Można zapytać, czy tak wyraźny - choć naiwny - gest manifestowania przynależności religijnej, ma dziś większą siłę oddziaływania niż obyczajowe skandale, które do niedawna były głównym wabikiem mediów. Idąc pod prąd, można w końcu wykreować nowy, silniejszy nurt. Świat, który do tej pory chętnie ukazywał, jak zrywa z wszelkimi wartościami, coraz chętniej przygląda się tym manifestom, które korespondują z chrześcijańskimi symbolami i moralnością.
Kiedy piłkarze Realu Madryt ofiarowali Puchar Królewski Maryi, zwrócili na siebie uwagę wielu osób. Skąd zainteresowanie gestem, który odwołuje się do tak prywatnej i zepchniętej w cień sfery, jaką jest religijność? Bożyszcza nastolatek spełniły chyba pewne tęsknoty i oczekiwania, gdy, łącząc sport z manifestacją wiary, ukazały przez moment wcielenie snu o człowieku, którego łączy fizyczność i duchowość oraz świadczy o dobru. Sport kojarzony z walką, stworzył majestatyczny i heroiczny tandem z chrześcijańską duchowością. Ludzie zmęczeni modą na chaos, pożądają takiej harmonii, chcą znów - po okresie panowania libertynów - mitycznych herosów. Chrześcijaństwo to najsilniejsza przeciwwaga dla lansowanego dotychczas trybu życia opartego na nihilizmie i hedonizmie. Otrzymujemy dzięki Ewangelii intrygującą wizję istnienia, pojawia się także cierpienie, które, odpychane i tłumione, wydaje się znów w dziwaczny sposób ciekawe, wabiące możliwością podjęcia wyzwania i rozpoczęcia nowej drogi.
Na naszym polskim podwórku wśród piłkarzy w kontekście religijnych manifestacji zaistniał bramkarz Artur Boruc. Paradując na boisku w koszulce z Janem Pawłem II i wykonując demonstracyjnie znak krzyża przed każdym meczem, nie zwracał najmniejszej uwagi na rozwścieczonych tym kibiców. Taka religijność - nie cicha, pokorna i prywatna, ale ostra, rzucająca się w oczy przez wyraziste skojarzenia i jednoznaczne symbole - to w oczywisty sposób manifest siły. Eksponowanie przynależności do grupy, która uważana jest za prześladowaną lub odepchniętą, a jednocześnie głoszącą hasła miłości i wymagającą duchowej dyscypliny, nasuwa myśli o odwadze. Poza tym, samo poczucie przynależności do grupy wzmacnia jednostkę.
Dlatego właśnie podczas codziennych spacerów po mieście zdarza mi się mijać osoby z chrześcijańską rybą na koszulce, czasem odczytuję hasła: "Nie wstydzę się Jezusa", "Jezus is my best friend". Ostatnio natknęłam się na chłopaka, który na klatce piersiowej miał wypisane wyznanie, iż chodzi na pielgrzymki. Każdy ma chyba doświadczenia tego rodzaju, każdy coś takiego widział. Chrześcijaństwo tak eksponowane jest wyraziste, ostre, przyciąga wzrok i wywołuje jasne skojarzenia. Trend związany z chrześcijaństwem funkcjonuje na tych samych prawach co inne trendy, działa w oparciu o ten sam mechanizm, który uruchamia się przy noszeniu białych słuchawek iPhona. Chrześcijańskie symbole mogą stać się pewnym rodzajem oznakowania człowieka : odwaga, wrażliwość, stabilność, jasne zasady - to domniemana charakterystyka kogoś z rybą na koszulce. I jeśli mówimy o modzie na Chrystusa w kontekście społecznym, to musimy także dodać, że będzie to w pewien sposób moda na taką właśnie osobowość, jaką można skojarzyć z chrześcijańską duchowością.
Czy chrześcijaństwo powinno być trendy?
W obliczu powyższego stwierdzenia pojawia się pytanie, czy chrześcijaństwo powinno być trendy? Czy mogą wyniknąć z tego autentyczne korzyści w ewangelizacji i czy ten trend pozwoli ukształtować człowieka i zaszczepi mu wartości?
Warto zauważyć, że w historii bywało już i tak, że Kościół był - pół żartem, pół serio - głównym trendsetterem. Styl architektoniczny stanowił odbicie epoki, a nowinki najprędzej można było oglądać w budownictwie sakralnym. Praktycznie cały potencjał kulturotwórczy w Europie spoczywał w rękach Kościoła, na chrześcijańskich emblematach. Historycy wspominają o stylu życia średniowiecznych ludzi podporządkowanym teocentryzmowi, opisują przykłady tendencji i sposobów manifestacji, którym okresowo ulegała większość. Nieśmiało i z pewnym marginesem świadomości zmian, jakie zaszły przez wieki, można nazwać trendem zachowania polegające na regularnych, histerycznych modlitwach tłumu, podczas których ludzie demonstracyjnie uderzali głowami o kościelne ławki i posadzki. Nie był to bowiem typowy, ugruntowany zwyczaj, ale anomalia, odchylenie, które się rozprzestrzeniło, by później przeminąć. Chociaż można się zbuntować na słowo "moda", przypisanego do tego typu działań, to jednak był to w pewnym okresie szablon zachowania, posiadający jakąś anatomię, który gwarantował poczucie spełnienia we wspólnocie. Rzecz jasna, to wszystko, o czym tutaj wspominam, jest wyłącznie ludzką interpretacją religijności, jej powierzchownym przejawem, którym mogą rządzić społecznie uwarunkowane prawidła gustów i obyczajów.
Odpowiadając na pytanie, czy chrześcijaństwo powinno podążyć za modą, należy zauważyć, że trend zatrzymuje się zawsze na bardzo płytkim poziomie. Natomiast chrześcijaństwo bez wykształcenia autentycznej i mocnej duchowości nie ma sensu. Tutaj pojawia się problem, czy miałki manifest może jakoś przeniknąć w głębię ducha.
Oczywiście, w jednostkowych przypadkach taka możliwość istnieje. Nie można jednak stwierdzić, że istnieje zdecydowany potencjał, by coś takiego się działo powszechnie. "Modny" znaczy mniej więcej tyle co "uwielbiany przez moment", a więc przemijający. Trendy trwają zbyt krótko, by mogły w sposób zdecydowany kształtować osobowość. Co dzieje się z rzeczami modnymi w poprzednim sezonie? Stają się "obciachowe", każdy ze wstydem ukrywa, że jeszcze je posiada. I tak, może jakaś część młodych osób, które brały udział w Światowych Dniach Młodzieży, będzie za jakiś czas chciała zapomnieć o tym epizodzie. Nie musi tak być, ale jest to całkiem możliwe. Duże zainteresowanie chrześcijaństwem podsuwa smutne podejrzenie, że tłum po jakimś czasie się rozejdzie.

Niewątpliwie, przejście od uwielbienia poprzez nienawiść do obojętności społeczeństwa nie następuje w jednej chwili. Te okresy płynnego przejścia są momentami, w których trend jeszcze istnieje trend, bo to raczej tendencja niż stan. Gdy mijają tendencje i dochodzimy do pewnego punktu krytycznego, trend po prostu się zmienia. Pozycja chrześcijaństwa jest więc w tych zależnościach z góry przesądzona. W Polsce stosunkowo mało mówi się jeszcze o "modnym chrześcijaństwie". Do tego tematu podchodzimy z pewnym lękiem i dystansem, bo zbyt wiele czasu zajęło nam w przeszłości odpychanie wizerunku "zacofanych katoli", za dużo energii włożyliśmy w pogoń za beztroskim i lubieżnym wówczas zachodem. Kiedy w końcu osiągnęliśmy upragniony stopień wulgarności i wyuzdania, trzeba powrócić do tego, od czego uciekaliśmy i co obśmiewaliśmy. Można nieśmiało postawić diagnozę, że przechodzimy właśnie przez okres zwrotu w stronę chrześcijańskich emblematów, do których niedługo na powrót przestaniemy się przyznawać.


Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Zielonogórsko - Gorzowskiej proponuje !

    Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży zostało wydawcą ogólnopolskiego katolickiego miesięcznika dla młodzieży "WZRASTANIE".

Pismo to było pierwotnie wydawane przez Komisję Episkopatu Polski ds. Młodzieży i ukazuje się systematycznie od 1986 roku,

a więc już 2 lata. Tematyka pisma jest tak ukierunkowana, aby były poruszane sprawy i problemy, którymi interesuje się młodzież.

Również poprzez ten miesięcznik pragniemy inspirować czytelników do aktywizowania się w życiu społecznym, obywatelskim.

Pragniemy przez nasze pismo kształtować charaktery młodych ludzi, budzić chęci do pracy nad sobą, uczenia się języków obcych, zachęcać do większego wysiłku i zaangażowania we własną edukację.

Ambicją naszego pisma nie jest propagowanie lekkiego i beztroskiego stylu życia u młodzieży, "nowinkarstwa i ploteczek",  ale propagowanie tych wartości i zasad, które sprzyjają pozytywnemu rozwojowi młodego człowieka.

Zapraszamy do zapoznania się z naszym pismem młodzież, ale i rodziców oraz nauczycieli, katechetów, którzy na co dzień trudzą się wychowaniem młodego pokolenia.

Miesięcznik "WZRASTANIE" będzie dostępny w naszej parafii obok innych czasopism.

zapraszamy również na stronę www.wzrastanie.pl




Zobacz model samochodu wykonany przez mieszkańca Starego Kisielina, jako hobby - http://www.youtube.com/watch?v=bkDxRd9kTZw



zapraszamy na stronę www.ministranci.pl